Kolejny raz mieliśmy okazję usłyszeć krytyczne uwagi posła Kalisza z SLD pod adresem PiS w programie "Tomasz Lis na Żywo". Dość nietypowo dla Lisa, w show udział wzięli politycy z kilku partii, a rozkład sił był w miarę równy, czyli odbiegający od klasycznego, "bezpiecznego" modelu: Lis + 2xPO + 1xPiS. Pozwolono nawet Adamowi Hofmanowi na nieprzerwaną gwizdami, kilkuminutową wypowiedź, co, jak na Lisa, jest sporym postępem.
Ryszard Kalisz natomiast snuł banialuki o nowym micie założycielskim Prawa i Sprawiedliwości, jakim miałaby być katastrofa smoleńska. Zdaniem Kalisza, PiS "beznamiętnie realizują koncepcję katastrofy z 10 kwietnia, jako mitu założycielskiego dla ich koncepcji państwa".
Nasuwa się od razu wspomnienie mitu założycielskiego III RP, czyli farsy Okrągłego Stołu i zakulisowych targów w Magdalence. Może Kalisz widzi tu analogię, tamten mit można bowiem również określić jako "katastrofę". Jej wynikiem nie była co prawda śmierć 96 osób, lecz podział wpływów w Polsce między post-komunistów i liberałów wywodzących się z Solidarności. A skutki tej "architektury" polskiego ustroju po 1989 roku zapiszą się w historii równie niechlubnie, jak konsekwencje układu w Jałcie. Na kłamstwie bowiem, jak to mówią, nie da się budować.
Na prawdzie można, nie tylko w sprawie Smoleńska, ale w ogóle we wszystkich sprawach, lub raczej sprawkach Platformy. Jeśliby natomiast miało się okazać, że istotnie przyczyną katastrofy Tu-154M była ingerencja osób trzecich, na co wskazują obecnie niezależni eksperci, na przykład z NASA, prawda w tej sprawie rzeczywiście miałaby ogromne znaczenie dla przyszłości naszego kraju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz