Szukaj w tym blogu i linkach

piątek, 30 marca 2012

Mo­że­cie się bać i macie powód się bać


- Mamy dziś roz­wa­żyć bar­dzo ważną de­cy­zję. Po­zo­sta­je nam od­po­wie­dzieć na dwa za­sad­ni­cze py­ta­nia. Mia­no­wi­cie o to, czy ten wnio­sek jest ra­cjo­nal­ny i jak spra­wa tego wnio­sku ma się do reguł de­mo­kra­cji. Ta ra­cjo­nal­ność jest kwe­stio­no­wa­na. Warto się nią rze­czy­wi­ście po­waż­nie zająć - mówił dzi­siaj w Sej­mie Ja­ro­sław Ka­czyń­ski. - Mo­że­cie się bać i macie powód się bać. Przyj­dzie czas, kiedy okaże się, jak bar­dzo ten strach jest uza­sad­nio­ny. Ale my się nie boimy, nie boimy się tych, któ­rzy stoją pod Sej­mem. Nie boimy się tego re­fe­ren­dum - dodał pre­zes PiS zwra­ca­jąc się do po­słów Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej.
Jarosław Kaczyński, fot. PAP/Radek Pietruszka
Jarosław Kaczyński, fot. PAP/Radek Pietruszka
- Są tacy, któ­rzy twier­dzą, że w Pol­sce nie da się pro­wa­dzić in­ten­syw­nej, wie­lo­stron­nej po­li­ty­ki pro­ro­dzin­nej. Otóż da się - mówił Ka­czyń­ski. - Oczy­wi­ście pod jed­nym wa­run­kiem. Pod wa­run­kiem, że wła­dza nie bę­dzie uza­leż­nio­na od żad­nych grup ka­pi­ta­ło­wych. Wtedy już przy końcu lat 30. mogą po­ja­wić się na rynku znacz­nie licz­niej­sze rocz­ni­ki - dodał.
Ka­czyń­ski prze­ko­ny­wał: - My nie mu­si­my żyć w dal­szym ciągu w sys­te­mie post­ko­mu­ni­stycz­nym.
- Mo­że­my ten sys­tem od­rzu­cić. Mo­że­my wy­eli­mi­no­wać jego przed­sta­wi­cie­li. Tylko trze­ba zmie­nić wła­dzę - po­wie­dział. - Po­ten­cjał roz­wo­jo­wy na­sze­go spo­łe­czeń­stwa jest ogrom­ny.
Pre­zes PiS zwró­cił się rów­nież do Da­riu­sza Ro­sa­ti z PO, który prze­ma­wia­jąc wcze­śniej oznaj­mił, że Plat­for­ma nie ma za­mia­ru wes­przeć wnio­sku o re­fe­ren­dum. - Otóż przyj­dzie taka Pol­ska, w któ­rej pana ko­le­gom bę­dzie źle. Ale nam bę­dzie le­piej, to bę­dzie Pol­ska za­moż­na, silna i godna. Bę­dzie­my po­pie­ra­li to re­fe­ren­dum - za­koń­czył Ka­czyń­ski.
W Sej­mie po godz. 9 roz­po­czę­ła się de­ba­ta nad wnio­skiem NSZZ "So­li­dar­ność" o prze­pro­wa­dze­nie re­fe­ren­dum ws. wieku eme­ry­tal­ne­go. Związ­kow­cy nie godzą się na rzą­do­we plany pod­nie­sie­nia i zrów­na­nia wieku eme­ry­tal­ne­go ko­biet i męż­czyzn na po­zio­mie 67 lat.
(onet.pl)

  Wygląda na to, że niezadowolenie społeczne z rządów Platformy się wzmaga. Czyżby czekała nas powtórka z ACTA? Kolejny legislacyjny bubel może być już kroplą, która przeleje czarę goryczy. Oby.

czwartek, 29 marca 2012

Minister marzy...

Jakiś czas temu Internet obiegła dowcipna modyfikacja znanej piosenki, zatytułowana "Donald Mazi". Jak widać z expose ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, on też chciałby, żeby "polskie ludzie taplali się w cudzie". Cud ten ma jednak polegać, według niego, na stuprocentowym uzależnieniu Polski od losów Unii Europejskiej.

"W interesie Polski leży dalsza integracja zmierzająca do trwałej unii politycznej. Tylko taki charakter integracji wzmocni instytucje wspólnotowe. Tylko unia polityczna daje szansę na wzmocnienie demokracji na poziomie unijnym i podniesienie Europy do rangi supermocarstwa" - mówi Sikorski.

Szanowny Panie Ministrze, Pana rolą i obowiązkiem jest troska o wzmocnienie instytucji państwowych oraz stan demokracji w Polsce, skutecznie od kilku lat przez pańską partię rujnowanych. Na razie jest Pan bowiem (niestety) ministrem spraw zagranicznych Polski, a nie zjednoczonej Europy.

Oto, jak expose komentuje poseł PiS Krzysztof Szczerski:

"W dzisiejszym świecie pojęcie suwerenności ulega redefinicji, ale tu nie chodzi o językowe dywagacje, tylko o to, czy jesteśmy narodem, który jest niepodległy i ma swoje państwo, które będzie zdolne do skutecznej realizacji interesów - tłumaczył. - Unie będzie tym silniejsza, im silniejsze będę państwa, które je tworzą".

środa, 28 marca 2012

Kolejne wpadki mikrofonowe

Podczas szczytu dotyczącego bezpieczeństwa nuklearnego w Seulu, doszło do interesującego incydentu. Poza rytualnymi wypowiedziami prezydentów Obamy i Miedwiediewa na forum, panowie wymienili również kilka zdań myśląc, że ich mikrofony są wyłączone. Oto treść rozmowy:

Obama: Wszystkie te kwestie, szczególnie kwestia tarczy antyrakietowej, mogą być rozwiązane, ale ważne jest, by [Putin] dał mi przestrzeń.
Miedwiediew: Jasne, rozumiem. Rozumiem co masz na myśli, mówiąc o przestrzeni. Przestrzeni dla ciebie...
Obama: To moje ostatnie wybory. Po tych wyborach będę mógł być bardziej elastyczny.
Miedwiediew: Rozumiem. Przekażę tę informację Władimirowi.

Prawdopodobnie chodzi tu o, mający się dokonać w ostatnich dniach, "podział łupów" między Rosją i USA, w którym Amerykanie mieliby złagodzić swe stanowisko w sprawie możliwych sankcji wobec łamiącej prawa człowieka Syrii w zamian za ustępstwa Rosji w kwestii programu nuklearnego Iranu i jego gróźb zablokowania dostaw ropy naftowej. O tym tajnym porozumieniu świadczyć miałby brak sprzeciwu USA wobec wzmożonych dostaw rosyjskiej broni dla reżimu Asada.

Oj, zalatuje tu Jałtą! Oczywiście skala nie ta, lecz duch podobny. Tak politycy globalni poświęcają życia tysięcy dla realizacji własnych politycznych celów.
Ponieważ jednak cała sytuacja ma również wymiar humorystyczny, przypominam poniżej inne, znane "wpadki" mikrofonowe:

- Marek Suski (PiS): "Wasz murzynek głosuje razem z wami." Link

- Karol Stopa (komentator sportowy): wypowiedź nie nadaje się do zacytowania Link

- Mirosław Sekuła (PO): „Napisz ten wniosek. Wyczyść wszystkich naszych" Link

- Jolanta Fedak (PO): "Spier...aj!" do Marka Sawickiego Link

- Gordon Brown (premier Wielkiej Brytanii): "To była katastrofa. Nie powinni mnie pokazywać z tą kobietą. Czyj to był pomysł? Pewnie Sue. To niedorzeczne. To jakaś bigotka." Link

(sympatyków PO przepraszam za przewagę cytatów ich liderów. Proszę jednak zauważyć, iż celowo pominąłem pana prezydenta Komorowskiego. Liczba dostarczanych przez niego lapsusów przekracza moje możliwości selekcji)

wtorek, 27 marca 2012

Nie podskakuj w III RP

Jak donoszą media, szef polskiego MSZ Radosław Sikorski nie musi przepraszać polonijnego biznesmena Jana Kobylańskiego, za nazwanie go "antysemitą i typem spod ciemnej gwiazdy". Sąd w Warszawie właśnie oddalił pozew wobec Sikorskiego o naruszenie dóbr osobistych.

Nasuwa się analogia z niesławnym procesem wydawcy Gazety Wyborczej przeciwko Jarosławowi Rymiewiczowi. Spowodowała go wypowiedź Rymkiewicza dla "Gazety Polskiej", gdy komentując sprawę krzyża przed Pałacem Prezydenckim, mówił: "Polacy, stając przy nim, mówią, że chcą pozostać Polakami. To właśnie budzi teraz taką wściekłość, taki gniew, taką nienawiść - na przykład w redaktorach >>Gazety Wyborczej<<, którzy pragną, żeby Polacy wreszcie przestali być Polakami". Przypomnijmy, że sąd nakazał wówczas Rymkiewiczowi przeprosiny.


Ale w III RP reguły, według których gramy, są nader elastyczne.
Radosław Sikorski nikogo przepraszać nie musi. Ani za epitety pod adresem Kobylańskiego, ani za złamanie ministerialnej roty i skandaliczną wypowiedź w Berlinie, podważającą polską suwerenność, ani za setki innych, równie kuriozalnych wypowiedzi wygłaszanych jako polski minister opłacany z pieniędzy podatników. 

Osobom o szczególnie mocnych nerwach polecam ich lekturę tutaj.

Pokazuje to jasno, jak funkcjonuje w Polsce wolność wypowiedzi.


piątek, 23 marca 2012

Anna Fotyga została poddana kontroli osobistej podczas odprawy na lotnisku w Gdańsku. Jak podaje tvn24.pl, posłanka PiS jest oburzona zachowaniem służb, podobnie jak jej partyjni koledzy z Gdańska, którzy zamierzają wysłać skargę do marszałka województwa pomorskiego. (onet.pl)

Upewniam się kolejny raz, że pewne rzeczy się nie zmieniają. Mainstreamowy TVN24 jest w swych komentarzach wybiórczy i tendencyjny, jak zawsze. Anna Fotyga ma pełne prawo czuć się oburzona sposobem potraktowania jej przez ochronę lotniska. Obchodzenie się z posłanką RP w taki sam sposób, jak z potencjalnym terrorystą, jest po prostu tendencyjną nadgorliwością. Ciekawe, jak odnosi się to do poselskiego immunitetu. Z kolei idiotyczne żądania Sikorskiego, aby w niemieckim hotelu podłączyć mu polską telewizję, przechodzą bez echa. Stara, dobra III RP.

czwartek, 22 marca 2012

Po katastrofie Tu-154M Rosjanie zagłuszyli rozmowy telefoniczne

 "Po katastrofie próbował się z nami połączyć kierowca ambasadora Gerard K., który był na płycie lotniska. Ale żaden z telefonów nie dzwonił. Dopiero po paru minutach K. dodzwonił się do swojej żony, która też z nami była w Katyniu, i poinformował ją o katastrofie, a ona nam tę informację przekazała - mówi Dacewicz w rozmowie z "Naszym Dziennikiem".

Oficer BOR przyznaje, że nie wie dlaczego Rosjanie zakłócali łączność telefoniczną. - Nie zastanawiałem się nad tym. Każdy z nas był wyposażony w telefon służbowy i do żadnego z nas Gerard się nie dodzwonił. (onet.pl)




Osobiście zawsze trudno mi było uwierzyć w teorie spiskowe, snute przez rozmaitych radykałów po katastrofie smoleńskiej. Lecz w świetle licznych, nowych informacji, jakie dopiero teraz oglądają światło dzienne, trudno oprzeć się niejasnemu wrażeniu, że coś tu jest na rzeczy.

Ciśnie się na usta pytanie, którego wielu nie wypowiada głośno obawiając się gwałtownej reakcji osób zainteresowanych wyciszeniem sprawy : "Czy katastrofa polskiego samolotu w Smoleńsku mogła nie być wypadkiem?"

Czy ktoś mógłby być zdolny do poświęcenia życia 96 osób, w tym wielu przedstawicieli różnych opcji politycznych, do osiągnięcia swych celów?
Odpowiedź na to pytanie wydaje się tak oczywista, iż moim zdaniem Rosjanie powinni zrobić co tylko w ich mocy, aby doprowadzić do wyjaśnienia całej prawdy o Smoleńsku. Tylko w taki sposób mogliby przekonać świat, że mają w tej sprawie czyste sumienie. 

Na razie fakty, które budzą najwięcej wątpliwości, to: 

- przekazanie stronie polskiej błędnych kart podejścia lotniska Siewiernyj,

- poprzedzenie wylotu  "bezprecedensowym, całościowym remontem Tu-154M" w  Rosji, w trakcie którego, wykryto wiele poważnych usterek,

- fakt, że rozkaz przyjęcia samolotu, mimo skrajnie niekorzystnych warunków pogodowych, został przysłany z Moskwy,

- w pełni świadome, systematyczne podawanie fałszywych informacji pilotom przez obsługę lotniska,

- odwołanie przez Moskwę Iła-76, na pokładzie którego znajdowali się pracownicy rosyjskiej Federalnej Służby Ochrony mający zabezpieczać lądowanie Tupolewa. W ten sposób wizyta polskiego prezydenta została pozostawiona bez żadnej ochrony.

- podawanie do opinii publicznej fałszywej godziny katastrofy,

- brak akcji ratunkowej po katastrofie (wobec ciał osób bez śladów urazów nie podjęto próby sprawdzenia, czy żyją),
 
- wykasowanie części nagrań "czarnych skrzynek",

- celowe niszczenie wraku Tupolewa, 

- fałszowanie wyników sekcji zwłok,


Jak widać, fakty przemawiają zdecydowanie na niekorzyść Rosjan. A niestety, jak mówi stare przysłowie, "ten jest winny, kto ma z tego korzyść".
Po katastrofie próbował się z nami połączyć kierowca ambasadora Gerard K., który był na płycie lotniska. Ale żaden z telefonów nie dzwonił. Dopiero po paru minutach K. dodzwonił się do swojej żony, która też z nami była w Katyniu, i poinformował ją o katastrofie, a ona nam tę informację przekazała - mówi Dacewicz w rozmowie z "Naszym Dziennikiem".
Oficer BOR przyznaje, że nie wie dlaczego Rosjanie zakłócali łączność telefoniczną. - Nie zastanawiałem się nad tym. Każdy z nas był wyposażony w telefon służbowy i do żadnego z nas Gerard się nie dodzwonił. Gdy po relacji żony Gerarda powiadomiłem o tym co się stało ministra Sasina. Poprosiliśmy o pilotaż milicyjnym radiowozem i pojechaliśmy na lotnisko - kończy.
Po katastrofie próbował się z nami połączyć kierowca ambasadora Gerard K., który był na płycie lotniska. Ale żaden z telefonów nie dzwonił. Dopiero po paru minutach K. dodzwonił się do swojej żony, która też z nami była w Katyniu, i poinformował ją o katastrofie, a ona nam tę informację przekazała - mówi Dacewicz w rozmowie z "Naszym Dziennikiem".
Oficer BOR przyznaje, że nie wie dlaczego Rosjanie zakłócali łączność telefoniczną. - Nie zastanawiałem się nad tym. Każdy z nas był wyposażony w telefon służbowy i do żadnego z nas Gerard się nie dodzwonił. Gdy po relacji żony Gerarda powiadomiłem o tym co się stało ministra Sasina. Poprosiliśmy o pilotaż milicyjnym radiowozem i pojechaliśmy na lotnisko - kończy.
- Po katastrofie próbował się z nami połączyć kierowca ambasadora Gerard K., który był na płycie lotniska. Ale żaden z telefonów nie dzwonił. Dopiero po paru minutach K. dodzwonił się do swojej żony, która też z nami była w Katyniu, i poinformował ją o katastrofie, a ona nam tę informację przekazała - mówi Dacewicz w rozmowie z "Naszym Dziennikiem".
Oficer BOR przyznaje, że nie wie dlaczego Rosjanie zakłócali łączność telefoniczną. - Nie zastanawiałem się nad tym. Każdy z nas był wyposażony w telefon służbowy i do żadnego z nas Gerard się nie dodzwonił. Gdy po relacji żony Gerarda powiadomiłem o tym co się stało ministra Sasina. Poprosiliśmy o pilotaż milicyjnym radiowozem i pojechaliśmy na lotnisko - kończy.
- Po katastrofie próbował się z nami połączyć kierowca ambasadora Gerard K., który był na płycie lotniska. Ale żaden z telefonów nie dzwonił. Dopiero po paru minutach K. dodzwonił się do swojej żony, która też z nami była w Katyniu, i poinformował ją o katastrofie, a ona nam tę informację przekazała - mówi Dacewicz w rozmowie z "Naszym Dziennikiem".
Oficer BOR przyznaje, że nie wie dlaczego Rosjanie zakłócali łączność telefoniczną. - Nie zastanawiałem się nad tym. Każdy z nas był wyposażony w telefon służbowy i do żadnego z nas Gerard się nie dodzwonił. Gdy po relacji żony Gerarda powiadomiłem o tym co się stało ministra Sasina. Poprosiliśmy o pilotaż milicyjnym radiowozem i pojechaliśmy na lotnisko - kończy.

środa, 21 marca 2012

Ciała ofiar Smoleńska w foliowych workach

www.sympatycypis.pl :

Ciała ofiar Smoleńska w foliowych workach

Przed włożeniem do trumien przynajmniej część ciał ofiar katastrofy smoleńskiej zostało przez Rosjan umieszczonych w workach foliowych - dowiedział się portal Niezalezna.pl. Postępując w ten skandaliczny sposób z ciałami, Rosjanie nie tylko je zbezcześcili, lecz także mogli doprowadzić do zaniku ważnych śladów, mogących wyjaśnić prawdziwe przyczyny śmierci ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 r.

Zwłoki części ofiar katastrofy smoleńskiej zbezczeszczono także w inny sposób - ale z uwagi na dobro rodzin zdecydowaliśmy się nie podawać szczegółów.

Prof. Michael Baden - znany amerykański lekarz sądowy - stwierdził w rozmowie z dziennikarzami "Gazety Polskiej Codziennie", że takie potraktowanie ciał przez Rosjan jest skandaliczne. Czymś nie do pomyślenia nazwał również spalenie niezidentyfikowanych szczątków ofiar, które przybyły do Polski w maju 2010 r. Zdaniem Badena, każdy z tych fragmentów można by przypisać konkretnej osobie. Co więcej - badanie każdego, nawet najdrobniejszego szczątka ciała powinno być obowiązkiem polskich śledczych. Prof. Baden jako przykład podał sekcję ciał członków carskiej rodziny Romanowów.

W rozmowie z "Codzienną" prof. Michael Baden jeszcze raz podkreślił, że jeszcze nigdy w karierze nie spotkał się z odmową zgody na badanie zwłok ze strony władz jakiegoś państwa.

Prof. Baden jest jednym z najbardziej znanych na świecie lekarzy sądowych. Badał zwłoki m.in. cara Mikołaja II i jego rodziny, uczestniczył też w śledztwie dotyczącym zabójstwa prezydenta Johna F. Kennedy'ego.

Więcej na ten temat w jutrzejszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie". Znajdą tam Państwo również wstrząsający wywiad z prof. Michaelem Badenem


Źródło: niezalezna.pl; fot.: arch.
(sympatycypis.pl)


 A więc do niszczenia wraku samolotu i innych dowodów, fałszowania zeznań świadków i manipulacji nagrań z kabiny pilotów dochodzi jeszcze to. Niech żyje braterska przyjaźń polsko - rosyjska!

MARSZ W OBRONIE TV TRWAM I KATOLIKÓW "Posłanka Agnieszka Pomaska (PO) oceniła, że planowana przez PiS manifestacja w obronie TV Trwam może zakończyć się źle dla samego o. Tadeusza Rydzyka. - Stanie na czele pochodu polityków PiS, czy Solidarnej Polski pogłębi upolitycznianie fundacji o. Rydzyka - stwierdziła polityk w komentarzu dla Onetu. " (onet.pl)


"Prawo i Sprawiedliwość planuje ogromny marsz w obronie Telewizji Trwam i katolików, w którym może wziąć udział nawet 100 tys. osób. Czy taka inicjatywa jest potrzebna? Jak ocenia Pani sprawę nieprzyznania miejsca fundacji o. Rydzyka na multipleksie cyfrowym? (...)

Oczywiście każdy ma prawo do demonstracji. Pytanie do kogo będą zwracali sie protestujący. Decyzje o koncesji przyznaje KRRiTV o ile wiem w oparciu o ściśle określone kryteria. Nie sądzę, aby upolitycznianie tej sprawy pomagało Telewizji Trwam. Stanie na czele pochodu polityków PiS czy Solidarnej Polski pogłębi upolitycznianie fundacji o. Rydzyka." (onet.pl)


Posłanka Pomaska, nomen omen nowa twarz PO w mediach, przez "ściśle określone kryteria" rozumie zapewne m.in. możliwości finansowe TV Trwam. 

Zastanawiam się jak to jest, że fundacja jeszcze kilka miesięcy temu określana mianem "imperium finansowego" i "państwa w państwie" ojca Tadeusza Rydzyka, teraz nie ma rzekomo ekonomicznej racji bytu?

Niektóre stacje telewizyjne, którym KRRiTV przyznała miejsce na MUX, mogą się pochwalić nie tylko skromniejszym budżetem, ale również znacznie mniejszym doświadczeniem. Polo TV na przykład, istnieje od niespełna roku i do tej pory nadawała głównie jako stacja internetowa. 

Jak jednak widać, PO woli zająć Polaków skocznymi rytmami niż śledzeniem innych, bardziej ryzykownych kwestii. Wszak co jak co, ale z słuchania disco polo pytania o tożsamość narodową, wolność mediów, czy w ogóle żadne istotne pytania, zrodzić się nie mogą.
Czyżby Donald Tusk, wzorem Aleksandra Kwaśniewskiego, zamierzał zaangażować przed następnymi wyborami zespół Top One?


poniedziałek, 19 marca 2012

Polacy wracają do Polski. To co właśnie ogłosili statystycy (...) Według danych statystycznych co drugi Polak, który wyjechał za granicę po przystąpieniu Polski do UE, wrócił do kraju. Tylko dla co dziesiątego do powrotu zmusiło bezrobocie panujące w kraju do którego wyjechał - wynika z danych prezentowanych w środę na seminarium Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Warszawie. Jak powiedziała Izabela Grabowska-Lusińska z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego, trwający od kilku lat kryzys gospodarczy spowodował, że mniej Polaków decydowało się na migrację z Polski. Do kraju wróciła połowa z 2,2 mln osób, które wyjechały za granicę po 2004 r., jednak głównie z tego powodu, że planowali to już wyjeżdżając. Z przedstawionych przez nią danych wynika, że kryzys gospodarczy w krajach UE dotknął bardziej imigrantów niż obywateli danego kraju. Nie wszędzie jednak ta zasada się sprawdza. Na przykład w Irlandii i Hiszpanii więcej obywateli tych państw pozostaje bez pracy niż imigrantów. Jak wyjaśniła Grabowska-Lusińska, stało się tak, dlatego że w każdej rozwiniętej gospodarce istnieje segmentowany rynek pracy, tj. istnieje pewna kategoria zawodów, których krajowcy już nie chcą wykonywać przy określonych stawkach wynagrodzenia. Dzięki temu imigranci mogli utrzymać się w krajach, których dotknął nawet ostry kryzys. Zdaje się to potwierdzać fakt, że z 2,2 mln osób, które wyjechały z Polski do pracy za granicą po 2004 r., wróciła mniej więcej połowa, jednak tylko dla co dziesiątego było to związane z utratą pracy za granicą. Z prezentowanych informacji wynika także, że ogólnie w krajach wspólnoty skutki kryzysu bardziej dotknęły pracowników starszych, bardziej wykształconych i wykwalifikowanych. Grabowska-Lusińska zaznaczyła, że Polacy wracają do kraju, bo z góry zakładali, że ich wyjazd będzie czasowy. Najczęściej decydują się na to po dwóch latach i wracają głównie tam, skąd wyjechali. Kryzys gospodarczy spowodował jednak, że Polacy rzadziej decydowali się na wyjazd z kraju. Nie zmieniło tego otwarcie rynków pracy Niemiec i Austrii w maju 2011 r. dla obywateli Polski i siedmiu innych wschodnioeuropejskich krajów UE. Od kwietnia do sierpnia ubiegłego roki zatrudnienie tej grupy migrantów zwiększyło się w Niemczech o niespełna 50 tys. osób, a w Austrii w zasadzie pozostało bez zmian. Wśród krajów, do których Polacy najczęściej wyjeżdżają, nadal dominuje Wielka Brytania; kolejne miejsca zajmują Niemcy i Hiszpania. W latach kryzysu na znaczeniu zyskała Holandia, znacznie straciła natomiast Irlandia. Powrót rodaków z zagranicy powoduje, że w kraju nad Wisłą w lutym wzrosło bezrobocie do 13,5% czyli było wyższe o 0,3% w stosunku do poprzedniego miesiąca. Z danych resortu pracy wynika, że bez pracy w Polsce pozostaje ponad 2 miliony 160 tysięcy osób. Liczba ta w porównaniu z końcem stycznia wzrosła o prawie 50 tysięcy. Dla porównania w Wielkiej Brytanii kraju prawie dwukrotnie liczniejszym niż nasz rodzimy bez pracy pozostaje 2,67 miliona osób. Warto podkreślić, że w zeszłym roku było aż 2,8 miliona bezrobotnych. Według szacunków analityków rynku pracy obecnie czeka nas trudy okres na rynku pracy. Do 2015 roku pojawi się na nim 3,5 mln absolwentów wyższych uczelni i szkół zawodowych. Będzie to ostatnia fala osób z wyżu demograficznego z lat 80. Według danych BAEL w obecnej dekadzie przybędzie tyle etatów, co w latach 2000-2010 - 1,7 mln. W 2020 r. liczba osób w wieku produkcyjnym skurczy się o prawie milion, ale pozostaną po nich w większości miejsca pracy. Będzie ich więc dodatkowo ok. 2,7 mln, czyli tyle, ile dziś brakuje. (informacje24.co.uk)

Dane te nie napawają optymizmem, zwłaszcza w kontekście tuskowych pomysłów podwyższenia wieku emerytalnego. Do grup najbardziej dotkniętych bezrobociem dołączą do osób po 50 roku życie również i ci naiwni, którzy zdecydowali się na powrót do "polskiej Irlandii". Powyższy artykuł do motywów powrotu z emigracji zalicza to, że większość Polaków i tak planowała wyjechać na 2 -3 lata. Ale ilu jest takich, którzy uwierzyli w bajki o poprawie polskiej sytuacji na rynku pracy i wrócili do Polski tylko po to, aby po kilku miesiącach bezskutecznego poszukiwania zatrudnienia wrócić do starego, dobrego zmywaka w Ealing?
Średnie zarobki w Wielkiej Brytanii pozwalają bowiem nadal na wynajem mieszkania i godne życie w przeciwieństwie do Polski, gdzie osoby nie należące do kasty "salonu" z trudem wiążą koniec z końcem.

Inny powód emigracji Polaków, o którym rzadziej się wspomina, to ogólna jakość życia społecznego na Zachodzie. Nie mam tu na myśli warunków finansowych, a raczej o wiele wyższy poziom relacji międzyludzkich.
Podam przykład: wczoraj wybrałem się z rodziną na miejski basen. Na pobliskim parkingu opłata, około £1 za dwie godziny, którą uiściłem. Pechowo po dwóch godzinach taplania się w wodzie z moją żoną i pięcioletnią latoroślą, przy kasie - problem. Terminal do kart płatniczych nie działa tak, jak powinien. Zwiększa się kolejka, mija czas. Nerwowo zerkam na zegarek mając na względzie opłatę za parking, która właśnie się kończy. Nareszcie sukces, płacę za basen i wybiegam na parking, gdzie już z daleka widzę charakterystyczną, żółtą karteczkę na przedniej szybie. Mandat. Pospiesznie otwieram, czytam i ... szlag mnie trafia! Kara za przekroczenie czasu parkowania o 3 minuty wynosi ... £100! Dla wielu dwa dni pracy! Nie daję za wygraną i wyskakuję z auta, aby znaleźć parkingowego - musi przecież być niedaleko skoro mandat wystawiono 3 minuty temu. Po chwili dostrzegam osobnika w jaskrawo niebieskim uniformie na drugim końcu parkingu. Puszczam się galopem w jego stronę, budując w myślach plan ataku: "Przecież tylko 3 minuty!",  "Skandal!",  "Recesja!",  "£100!". Osobnik widzi mnie i przestraszony moim słowiańskim animuszem, tudzież wzrostem (prawie 2m), cofa się o parę kroków. Zaczynam rozmowę, tłumaczę, że kasa na basenie zepsuta, że nie chciałem, że zawsze płacę! Osobnik wysłuchuje mnie z angielską flegmą, po czym spokojnie cedzi: "No problem, sir." Każe mi kupić kolejny bilet parkingowy za £1 i drze żółtą karteczkę na drobne kawałki. "Have a nice day!".
Niby nic, niby tak właśnie powinni zachowywać się normalni, cywilizowani ludzie. Jednak ja, doświadczony wielokrotnie pyskówkami i chamstwem większości polskich urzędników, sprzedawców i parkingowych, po prostu nie mogę ochłonąć! W końcu rewanżuję się parkingowemu życzeniami udanego dnia i dziękuję za wyrozumiałość. I wreszcie ogarnia mnie spokój. Przecież jestem w Anglii. A tu firmy parkingowe traktują człowieka jak klienta a nie petenta. I wiedzą, że od dziś zawsze ale to zawsze, choćby nie wiem co, będę płacił za parking jak należy i koniec końców lekcja, jakiej mi udzielono, przyniesie im więcej korzyści niż stówa mandatu i rozsierdzony klient. Bo parkingi są tu dla ludzi, a nie odwrotnie.

Kiedyś warunki ekonomiczne w Polsce polepszą się na prawdę, a nie tylko jako platformerski PR. Oby wtedy, gdy faktycznie zaczną się powroty do kraju, to obywatelskie wychowanie naszych emigrantów zaowocowało podobnymi relacjami między ludźmi.

sobota, 17 marca 2012

Krótka Historia Współczesna Polski w oczach internauty, czyli BAŚŃ O DOBRYM DONALDZIE I ZŁYM JAROSŁAWIE



 I jeszcze jedna wypowiedź tego samego autora z onetu:


~Walic w Tuska do ~celtic12: 

BAŚŃ O DOBRYM DONALDZIE I ZŁYM JAROSŁAWIE Cytat;
"Opowiem wam bajkę, jak kot palił fajkę.

Za górami, za lasami, na wschodniej rubieży Europy Środkowej, była sobie spowita oparem absurdu kraina ciemnego luda.

Po zakończeniu wojny, jaką wydał światu pewien malarz, w krainie ciemnego luda przez pięćdziesiąt lat panoszyła się czerwona zaraza, czyli zaprzedana Moskwie czereda złodziei, rzezimieszków i morderców, którzy ciemiężyli tubylców rabując, co i gdzie się dało. A ciemny lud musiał siedzieć cicho bo wszędzie byli szpicle, szalała cenzura, a jak było trzeba milicja pałowała ludzi, zamykała do więzień, a nie rzadko zabijała skrycie.

Aż się w końcu ciemny lud zbuntował i założył „Solidarność”. A że było ich dziesięć milionów, przebiegli namiestnicy Moskwy wzięli buntowników pod bajer, że się z nimi podzielą sprawiedliwie władzą. Łatwowierni orędownicy gminu zasiedli do rozmów przy okrągłym stole z zawodową gwardią czerwonych szulerów.

Na pozór wszystko szło jak po maśle i zniewolony lud był krok od wolności. Lecz do stołu dosiadło się czterech zaprzedanych komunie judaszowych zdrajców. Byli to uczniowie lewackiego mędrca niejakiego Sartre’a. Tę bandę czworga tworzyli: rozdający za darmo zupę harcerz Kuroń, przebiegły gensek honorowy Geremek, rozmodlony katolik postępowy Mazowiecki i cwaniak nad cwaniakami, święty guru Michnik. A że mieli góralską naturę rodem z Góry Synaj łby mieli nie od parady i tak zamącili ciemnemu ludowi w głowie, że im oddał władzę, którą miał na widelcu.

W ten oto sposób nad Wisłą zaczęli panować różowi, nazywani także post-komuną, czyli zgrana szajka czerwonych kałmuków i wspomnianych już górali. A żeby się ciemny lud nie skapował co jest grane, po upadku komuny różowi rozdzielili swoje role. Jedni utworzyli pseudo-prawicowe hufce UD – UW - PO, drudzy natomiast sformowali „lewicowe” szwadrony.

Udając przed ciemnym ludem, że się nienawidzą, te dwa zgrane gangi rzezimieszków przez lata współpracowały ze sobą rozkradając bezkarnie resztki tego, co jeszcze zostało. A nie było to trudne, gdyż ich guru, znany miłośnik wody wyskokowej lubił i umiał wypić. A to z rubasznym bajarzem Wałęsą, którego ktoś dla żartu zrobił prezydentem, a to z nie wylewającym za kołnierz błękitnookim Olkiem, który prezydentem został bo mu Wałęsa zamiast ręki podał nogę, a to z szefem tajnych służb, bezwzględnym oprawcą Kiszczakiem, czy z kłapouchym Urbanem trzęsącym mediami. Więc mogli kraść i szabrować ile wlezie.

Aż pewnego razu powinęła im się noga i nadszedł sądny dla różowej junty czas sodomy i gomory zwany Czwartą Rzeczpospolitą, w którym to okresie, post-komuna utraciła władzę na rzecz braci Kaczyńskich, znanych z napoleońskiego wzrostu jednojajowych bliźniaków, którzy zaczęli rządzić, o zgrozo! - praworządnie i sprawiedliwie. Przykładne rządy kaczorów, pod którymi kradzież była zakazana wpędziły różowych rabusiów w głęboką depresję. Potwornie się znerwicowali, wychudli, zmarnieli i stracili rezon. A jeszcze do tego pewien ojciec dyrektor założył w Toruniu wolne Radio Maryja, które prócz godzinek, od rana do nocy nadawało w eter, jak różowa pandemia zżera i wyniszcza Polskę.

Wydawało się przez chwilę, że rodzi się szansa na uczciwie rządzoną Rzeczpospolitą. Ludzie się zrobili lepsi, mniej pazerni na pieniądze, bardziej dla siebie mili i życzliwi. Ale nikczemny guru rezydujący w pałacach przy ulicy Czerskiej bynajmniej nie zsypał gruszek w popiele. Straszliwie się rozzłościł, ze zgryzoty poobgryzał paznokcie, od rana do nocy główkował, jeździł po poradę do moskiewskiego kniazia, aż obmyślił sposób na odbicie władzy.

Za tak zwane „moskiewskie” pieniądze założył pralnię mózgów pod szyldem Gazeta Wyborcza. W tej manufakturze od rana do zmroku tyrały tabuny zaprzedanych mu pachołków umiejących władać piórem. A że były to same kanalie i szuje, im bardziej trzeba było łgać, tym chętniej pisali.

Sztuczka z odbiciem władzy była stosunkowo prosta. Bowiem sprytny guru z Czerskiej wpadł na chytry pomysł, że jak w Gazecie napisze ciemnemu ludowi, że stanowi krajową elitę, to ciemny lud nie dość, że tę brednię na pniu kupi, to jeszcze do tego, by się nie wydało, co sobą reprezentuje naprawdę, zrobi wszystko, co mu Michnik każe.

W taki oto sposób powstał w Lechistanie zalatujący tanim pudrem i oborą różowy salon Trzeciej Rzeczpospolitej, czyli zbieranina „inteligentów” wykształconych w pierwszym pokoleniu okrzyknięta krajową elitą.

Przebiegłego guru z Czerskiej wspierała gwardia zawodowa złożona z trzech doborowych kompanii. Była więc kompania „autorytetów moralnych”, gdzie wyróżniali się tak wybitni sztabowcy jak żółwiowato nieśpieszny Tadeusz, filmowy safanduła Jędrzej, sprośny reżyser Kazimierz, sępio kąśliwy starzec nazywany dla hecy profesorem, a pod koniec jeszcze do nich dobił pewien znarowiony klecha z Tygodnika Powszechnego. Każde przykazanie tych kowali jedynie słusznych myśli salon i jego wielbiciele przyjmowali jako słowo objawione.

Drugą kompanię tworzyli ślepo oddani sprawie spin-doktorzy PR, gdzie wyróżniali się zwerbowani na kolanie chwaccy politrucy: Paradowska,Żakowski, Wołek, Lis, Miecugow, Markowski, Krzemiński, Czapiński, Kuczyński i hetman monopolny Palikot. Była to brygada dyżurnych oficerów wyzutych z resztek poczucia obciachu, zawsze gotowa do usług i mokrej roboty.

Była też formacja od przekabacania na lewactwo młodych Lachów i Laszek, gdzie prym wiedli gołowąsy świrus Kuba Wojewódzki, podstarzali rockmani Hołdys i jego rówieśnik Owsiak, a także starsza od ich obu na raz wokalistka Kora z utapirowanym pudelkiem na ręku maskującym partactwo chirurgów plastycznych.

Naczelnym zadaniem gwardii zauszników oddanego Moskwie guru z Czerskiej było przekonanie aspirujących do elity o palącej potrzebie zrobienia rewolty mającej raz na zawsze odsunąć znienawidzonych Kaczorów od władzy. Kopano więc pod bliźniakami dołki, sypano im piasek w szprychy, zbierano na nich haki, podkradano im samolot, w Brukseli zwędzono im krzesło, łapano ich za każde słowo, robiono im paskudne fotki, w telewizji po sto razy dziennie pokazywano rozwiązanego buta, aż kaczor Jarosław miał już tego dosyć i oddał namolnym łapserdakom władzę.

I wtedy nad Wisłą zdarzyły się dziwy nad dziwami. Bowiem nie cierpiący kaczorów salon nakazał aspirantom do krajowych elit zagłosować na Platformę i wybrać premierem też kaczora tyle, że tym razem Donalda vel Tuska. Nad Wisłą nastał rajski czas wiecznie zielonej wyspy wiekuistej szczęśliwości. Po objęciu władzy dobry kaczor Donald ogłosił swoim wyborcom, że stanowią krajową elitę, co im do reszty odebrało rozum. Potem zapowiedział cuda, w które ci kretyni oczywiście uwierzyli. Następnie wybrał się w podróż za wodę do krainy Indian, gdzie przebrany w pocieszną czapeczkę uszatkę ogłosił się słońcem Peru.

W międzyczasie salon rozpuszczał po kraju horrendalne wieści, że zły kaczor Jarosław to opętany przez diabła ludojad, który na śniadanie zżera na surowo niemowlęta, a na obiad przypiekane na rożnie dziewice. A spin-doktorzy PR od rana do nocy straszyli nowobogackie "elity", że jak tylko ten wstrętny Belzebub znowu dorwie się do władzy, rozgada wszystkim dookoła o ich rzeczywistym rodowodzie.

Ze strachu, że ich przeklęty Jarosław może zdemaskować, wielbiciele Donalda dawali sobie wcisnąć praktycznie każdą ciemnotę, co ich całkowicie zwolniło z potrzeby myślenia. W efekcie ich rozum zaczął gwałtownie zanikać, ewoluując wstecznie od form mózgu resztkowego do bliskiej debilnego absolutu postaci całkowicie odmóżdżonej.

Na zielonej wyspie zapanował nastrój błogiej i bezkarnej beztroski. Salon żywił się przeświadczeniem o własnej doskonałości, bezgranicznym uwielbieniem Słońca Peru, polityką miłości i tańcami na lodzie, a głosujące jak maszynka za błogosławionym Donaldem „elity”, wzorem wiecznie naćpanych niedźwiadków Coala, pogrążyły się w beztroskim błogostanie wegetując podług biorytmu: „ranna kupa – południowa kawa w mieście – papu – szkiełko kontaktowe – siusiu – lulu”. Do szczęścia zaś starczało im przeświadczenie, że „zawsze wiedzą lepiej”.

Jednak solą w oku post-komuny był wciąż pełniący funkcję Prezydenta bliźniaczy brat Belzebuba Jarosława Lech. Los się jednak uśmiechnął do różowej szajki i Lech zginął pod Smoleńskiem w katastrofie samolotu, który według rzeczoznawców rosyjskiego kniazia, którym Donald bez zmrużenia oka oddał śledztwo, samolot pilotował namówiony przez Prezydenta pijany polski generał. Odbyły się uroczystości pogrzebowe, na których przed południem zausznicy rządu lali krokodyle łzy na trumny, by wieczorem w telewizji tłumaczyć ciemnemu ludowi, że to nierozważny Lech Kaczyński spowodował katastrofę.

Kiedy już miał wszystko posprzątane, Donald mógł się oddać ulubionemu zajęciu, czyli graniu w gałę. Grał od rana do nocy, a w przerwach między treningami pożyczał na prawo i lewo pieniądze pogrążając Państwo w horrendalnych długach.

I wtedy zamarzył o roli Generalissimusa. Żeby zdobyć trochę kasy zlikwidował armię. Zdeptał wszelkie obyczaje. W dążeniu do pełnej władzy wyzbył się poczucia wstydu. Wprowadził prawo dżungli działające na zasadzie kto silniejszy, ten lepszy - cham chama chamem pogania – wszystkie chwyty dozwolone. Zaniechał reform by się przypodobać tłuszczy. Dokonał skoku na emerytury. Od kaczora Jarosława, który został szefem opozycji zażądał badań psychiatrycznych. A resztkę przyzwoitych ludzi jacy jeszcze się ostali wyśmiewał i przezywał moherowymi beretami.

Potem wziął naród za mordę i strasznie się zmienił na gorsze. Byle tylko rządzić. Zagarnąć jak najwięcej pod siebie. Obsadzić przyczółki i wyrżnąć niewygodnych, choćby byli genialnymi fachowcami.

A jak tylko ktoś się skrzywił, straszył Belzebubem Jarosławem, który marzy o weryfikacji elit. I cały elektorat Platformy kładł uszy po sobie byle tylko utrzymać tę partię przy władzy.

Pachołkowie Donalda kradli jak najęci. A kiedy się wydała afera zwana hazardową, znów poszczuł ludzi czartem Jarosławem i choć byli świadkowie, a poseł Sekuła ogłaszając raport mówił do pustych krzeseł, dano przyzwolenie na werdykt, że takowej afery nie było.

Donaldowi kompletnie odbiło. Stał się bezczelny i butny, w sejmie wrzeszczał na posłów, stroił głupie miny, a jak się ludzie zaczęli użalać, obraził się na naród i ciągle się chował po kątach. A jak wybuchały kolejne złodziejskie afery, wyręczał się szrekokształtnym ogrem, którego mianował rzecznikiem rządowym, a ten zuchwały dziwotwór przypominający skrzyżowanie małpoluda z Szwejkiem, z rękami w kieszeniach szydził z dziennikarzy i obrażał ludzi. Żeby ludziom zamknąć gęby i ukrócić wzajemne kontakty, Donald razem z nowym Prezydentem wprowadzili dekrety o tajności informacji, o kontroli zgromadzeń, a także o stanie wojennym albo chociaż wyjątkowym.

Zdawało się, że w Lechistanie zapanował kult jednostki Donalda pierwszego i ostatniego, na którego nie ma rady.

Opozycja desperacko opuszczała ręce, miliony ludzi poczuły się intruzami we własnej ojczyźnie. Zdawało się, że to już koniec tysiącletniej historii Rzeczpospolitej. Powiało grozą i psy się rozwyły.

Bezwzględny imperator Donald już witał się z gąską, bo do złapania narodu za mordę brakowało mu tylko kontroli nad Internetem. Ale na szczęście dla Polski kompletnie zapomniał, że w międzyczasie wyrosło nowe pokolenie młodych ludzi, którym głęboko wiszą waśni między kaczorem Donaldem i kaczorem Jarosławem.

A kiedy Donald zdecydował, że bez pytania poddanych o zgodę, pod osłoną nocy, podpisze cichcem ACTA by położyć łapę na Internet, nadział się na kontrę setek tysięcy młodych Polek i Polaków, którzy mu zablokowali serwer, po czym wyszli na ulicę w proteście przeciwko rządowi. A gdy ich chciał podebrać na swój stary numer i postraszyć ludojadem Jarosławem pokazali frajerowi, gdzie się zgina mandolina.

W tym miejscu kończy się bajka, a zaczyna tok wydarzeń rzeczywistych. Koniec dopisze życie. Lecz już widać, że się w Polsce rozpoczęła pokoleniowa rewolucja młodych ludzi, którzy w przeciwieństwie do rządzących Polską zgredów stukających w klawiaturę jednym palcem, piszą na komputerze z zamkniętymi oczami, jak Halina Czerny-Stefańska na Steinwayu.

Bóg się nad nami zlitował. To do nich będzie teraz należała Polska.

Mówicie, że to niemożliwe? Możliwe, odpowiadam. Bo świetnie pamiętam jak w roku 1968 wystarczyła nam studentom jedna mała iskra, żeby zmienić Polskę, choć nadzieja była jeszcze mniejsza.

Kalendarium zasług Platformy Obywatelskiej


Pozwolę sobie zacytować wypowiedź, którą zauważyłem dzisiaj na www.onet.pl. Dziękuję autorom!


~Walic w Tuska do ~celtic12: Zacznijmy od twardo wypowiedzianych słów Tuska w 2007 roku.
Wszyscy pamiętamy jak pan Tusk przemawiał do Polaków i mówił, że jak ktoś w rządzie PO, choćby tylko pomyśli o podwyżce podatków, to on Tusk, osobiście go z rządu wyrzuci.

Lista zasług Donka jest długa i każdy powinien mieć szanse ją zobaczyć:

2012:
podpisanie ACTA
podarowanie 6 mld EURO na ratowanie Grecji i ich 3x większych od naszych emerytur

2011:

podwyżka podatku VAT
podwyżka podatku CIT
podwyżka AKCYZY
podwyżka podatku od ciężarówek
podwyżka opłaty klimatycznej
podwyżka składki rentowej
podwyżka wieku emerytalnego
podwyżka podatku gruntowego
podwyżka opłaty targowej
podatek od miedzi
akcyza na węgiel
likwidacja dopłat za leki na receptę
likwidacja ulg (jak na internet, rodzinne, na edukacje i kursy, przedsiębiorcze)

2010:

-podniesienie podatku VAT,
-podniesienie podatku CIT,
-podniesienie akcyzy
-wprowadzenie e-myta
-podatek pielęgnacyjny, 1 % dochodów brutto,
-podniesienie opłaty rejestracyjnej dla samochodów,
-anulowanie budów połowy autostrad
-totalny chaos z pociągami
-likwidacja ulg na obowiązkowe biokomponenty do paliwa,
-umorzenie miliardowych długów Rosji za gaz (bez powodu, w ramach przyjaźni polsko radzieckiej)
-likwidacja ulg na internet,
-zamrożenie składek do OFE,
-ogołocenie Funduszu Rezerwy Demograficznej
-zatrudnienie ponad 100 tysięcy nowych, zbędnych urzędników
-"kreatywna księgowość", czyli liczenie szarej strefy (to jeszcze niepewne)
-ustawa o zabieraniu dzieci pod BYLE pozorem na wzór Szwecji
-portret prezydenta w każdej ambasadzie (ostatnio było tak za Gierka)
-spotkanie ambasadorów Polski z całego świata z Sikorskim i Ławrowem (byle służby specjalne Rosji, obecnie sprawy zagraniczne) w celu wyznaczenia "wskazówek".
-obłożenie VAT em (najwyższym) kursów kształcących i szkoleń, w tym na prawo jazdy.
-ustawa, mówiąca, ze jeśli jest ryzyko, ze dług przekroczy 55 % wartości PKB, VAT AUTOMATYCZNIE będzie podwyższany, czyli od 2012 VAT 25 %, najwyższy w Europie
-Pożyczka z EBI 2 miliardów Euro. Najwyższa pożyczka, jakiej Europejski Bank Inwestycyjny udzielił od 2004.
-brak JAKICHKOLWIEK uzgodnień w sprawie gazociągu z Rosji do Niemiec. W efekcie, Polscy rybacy jako jedyni nie dostają odszkodowań (Szwedzi i Estończycy dostają równowartość 150 tys złotych każdy).
-zablokowanie możliwości wpływania do portów w CAŁEJ POLSCE statków o zanurzeniu większym niż 7-8m. Statki te kierowane są do Niemiec.
-Umowa na gaz z Rosja, o której Unia Europejska wyraziła się, ze jest skrajnie niekorzystna dla Polski, a w kraju "uzgadniaczom" grozi za nią obecnie Trybunał Stanu.

Za TEN SAM gaz z Rosji Niemcy płaca 20 % mniej, Anglicy 50 % mniej !!!

 
 
 
cenzurowanyhall24 do ~Walic w Tuska: A oto moje ulubione zdjęcie komentujące Twój post.

 
 
(pisownia oryginalna)

Szef SLD Leszek Miller zapewniał w Szczecinie członków partii, że Sojusz ma szanse w przyszłych wyborach uzyskać taki wynik, który pozwoli mu uczestniczyć w rządzeniu Polską. Według Millera partia powinna odzyskać dawne "werwę i znaczenie". Jak mówił w swoim wystąpieniu, mimo że Sojusz poniósł w ostatnich wyborach parlamentarnych dotkliwa porażkę, to on sam wierzy, że "w następnych wyborach partia uzyska lepszy wynik, tak by móc uczestniczyć w rządzeniu Polską" (rp.pl)

Leszek Miller wykazuje się dużą dozą optymizmu, choć bez pokrycia w sondażach. Według różnych źródeł poparcie SLD wynosi obecnie 9 - 11%. Osiąga więc wyniki porównywalne z Ruchem Palikota. Oczywiście do wyborów jeszcze daleko, lecz fachowcy nie przewidują większych niespodzianek jeśli chodzi o SLD. Formuła tej partii na szczęście się "przeżyła" i reaktywacja polskiej lewicy może nastąpić jedynie w wyniku powstania zupełnie nowej siły politycznej. Układy oligarchiczne III RP obnażone podczas afery Rywina wciąż obciążają Sojusz w oczach wyborców, choć niestety nie wywierają większego wpływu na notowania PO. Układ sceny politycznej w Polsce jest niestety odbiciem wielu patologii. Brak tu wyrazistych, liczących się lewicowców, a poza "elastyczną" PO, która postrzega władzę jako cel sam w sobie i odrzuca ideologię na rzecz stuprocentowego pragmatyzmu, łeb podnoszą cyniczni populiści, jak np Palikot. A jaka jest prawica, każdy widzi. Właściwie wielu wyborców nie widzi realnej alternatywy dla Platformy w następnych wyborach. Czyżby czekała nas ponownie perspektywa wyboru "mniejszego zła" w roku 2015?

piątek, 16 marca 2012

Likwidacja Funduszu Kościelnego

Z radością powitałem pierwsze komentarze na moim blogu, które świadczą, iż poruszane przeze mnie tematy co najmniej kilka osób uznało za frapujące. Pozwolę sobie zacytować poniżej wczorajszy wpis jednego z czytelników, moim zdaniem bardzo ciekawy.

W odpowiedzi na wpis  "Dziwny kraj z tej Polski. Na nic nie ma, ale na święte krowy w sutannach zawsze się znajdzie"

Ale proszę Cię, nie porównuj polityki do kościoła, pomimo że zgadzam się z Tobą w kwestii tego że te diety są skandalicznie wysokie jak na Polskie warunki to kościół nie jest (jeszcze na szczęście) instytucją państwową albo (o zgrozo) pożytku publicznego, więc wyciąganie łap po publiczne pieniądze jest co najmniej skandaliczne.Tym bardziej że w Polsce dość szybko spada liczba osób deklarujących się jako katolicy, a spora część z tych którzy w kościelnych aktach występują jako "owieczki" już dawno nie identyfikuje się z tą instytucją,a to że nadal powiększają statystyki jest efektem tylko i wyłącznie tego że nie chce im się udać do parafii i załatwić apostazji."oddajcie Bogu co boskie a cesarzowi co cesarskie" mówi Ci coś ten cytat?Poza tym czy nie było by fair gdyby utrzymywał się ze składek wiernych?które tak i tak są pobierane na każdej mszy?Wtedy ja, i zapewniam cię że grube masy ludzi mi podobnych nie mieli byśmy absolutnie żadnych zastrzeżeń do kwestii jego finansowania.Parafrazując- po przeczytaniu kilku wpisów na tym blogu stwierdzam że jednak jesteś lemingiem.Tylko idziesz inną ścieżką.Tą z krzyżem na czele.


Dziękuję za obszerny komentarz drogi czytelniku. Pozwól, że odpowiem Ci jednakże w mniej kwiecistym, a bardziej rzeczowym stylu, bez zbędnego zacietrzewienia.

Po pierwsze - Kościół nigdy nie aspirował do miana instytucji państwowej, Twoje obawy w tej kwestii są więc niepotrzebne. Jeśli chodzi jednak o "instytucję pożytku publicznego", to można by polemizować, ze względu na działalność charytatywną, oświatową i pro-rodzinną, jaką Kościół niewątpliwie prowadzi.

Po drugie - historia nauczyła nas, że liczba osób "deklarujących się jako katolicy" nijak się ma do prawdziwych przekonań ludzi; tak było przed 1989 rokiem, kiedy funkcjonowało dobrze znane określenie "wierzący, niepraktykujący". Ludzie małej wiary lub odwagi nie chcą bowiem "płynąć po prąd", bo to niestety często przeszkadza w karierze, awansie społecznym lub prowokuje ostracyzm. Stąd statystyki są tu jedynie pustymi liczbami.

Po trzecie - polecam powtórkę z historii prawa, a konkretnie art. 8 ustawy z 20 marca 1950 roku o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego. Była to rekompensata za zagrabienie przez państwo 89 tyś hektarów gruntów, należących przed wojną do Kościoła, a do jego celów należały m. in. remonty obiektów sakralnych, działalność charytatywno-opiekuńcza, działalność oświatowo wychowawcza i opłacanie składek ZUS osób duchownych. Zaś wrzawa, która wybuchła ostatnio, spowodowana jest projektem rządowym likwidacji FK i zastąpienia go możliwością odpisu 0,3% z podatku dochodowego osób fizycznych. Dodam, że w innych krajach europejskich, takich jak np Niemcy (lider europejskiej laicyzacji), kwota tego odpisu waha się od 0.7% do 1%.

Po czwarte - dostrzegam pewien brak logiki w twojej wypowiedzi. Jeżeli, jak twierdzisz, ilość wiernych katolickich w Polsce tak znacząco spada, to jak Twoim zdaniem Kościół miałby się utrzymywać ze składek wiernych, choćby aby dokonywać koniecznych remontów obiektów sakralnych, prowadzić działalność oświatowo-wychowawczą i charytatywno-opiekuńczą?

Serdecznie pozdrawiam i życzę dalszej, bacznej lektury bloga :)

czwartek, 15 marca 2012

"Dziwny kraj z tej Polski. Na nic nie ma, ale na święte krowy w sutannach zawsze się znajdzie"

– pisze Joanna Senyszyn. Jak dodaje, dzieje się to "kosztem najbiedniejszych obywateli, na których zawsze brakuje".

Szanowna pani europosłanka zżyma się niepotrzebnie na krowy, szczególnie że jako prezes gdyńskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami niejako z urzędu powinna mieć ich dobro na względzie! Również troska o "najbiedniejszych obywateli", choć godna pochwały, dość wątpliwie brzmi w jej ustach. Osoba, której miesięczna dieta wynosi 7665,31 euro brutto nie ma chyba z nimi wiele wspólnego. Ale nie bierzmy Joanny Senyszyn zbyt poważnie. Że użyję jej barwnego stylu, ot taka eurokrowa na całkiem wygodnym posłanku.

środa, 14 marca 2012

"Brytyjska psychoterapeutka, Lesley Pilkington, która odważyła się leczyć pederastów i lesbijki, chcących porzucić swoje skłonności, ubolewa nad tym, że wspólnoty religijne zbyt rzadko mówią o grzesznym zachowaniu homoseksualnym. Gejowskie organizacje zarzuciły kobiecie naruszenie zasad etyki zawodowej i zarządały ponownego przejścia szkolenia, bo jej osobiste uprzedzenia rzekomo "miały szkodliwy wpływ na relacje zawodowe" (Fronda.pl).

Pilkington toczy batalię sądową z lobby homoseksualnym, a także z Brytyjskim Stowarzyszeniem Poradnictwa i Psychoterapii (BACP), które zarzuciło jej naruszenie zasad etyki zawodowej i zobowiązało do ponownego przejścia szkolenia z "rozwoju zawodowego".
BACP orzekło, że Pilkington pozwoliła, aby jej "osobiste uprzedzenia i poglądy na temat gejowskiego stylu życia oraz orientacji seksualnej (...) miały szkodliwy wpływ na relacje zawodowe". Zdaniem władz Stowarzyszenia, nawet jeśli klient wyraźnie domaga się fachowej pomocy, mającej przyczynić się do przezwyciężenia skłonności homoseksualnych, to psychoterapeuta musi mu odmówić, gdyż "zgoda na prośbę klienta, chcącego terapii, redukującej pociąg seksualny do osób tej samej płci, nie jest w jego najlepszym interesie". Pilkington zaskarżyła decyzję BACP. Wspiera ją Chrześcijańskie Centrum Prawne. 
Terapeutka w rozmowie z portalem LifeSiteNews.com podkreśliła, iż wspólnoty religijne w Wielkiej Brytanii "bardzo rzadko mówią o grzechu, a już w szczególności na temat zachowania homoseksualnego, które również jest grzechem". Jej zdaniem wspólnoty wyznaniowe i terapeuci oraz przedstawiciele innych zawodów medycznych dostosowali swoje postępowanie do żądań lobby homoseksualnego. Z tego powodu nie są w stanie lub po prostu nie chcą oferować pomocy pederastom i lesbijkom, pragnącym porzucić dotychczasowy tryb życia. 
Jej zdaniem, zarówno Słowo Boże na temat grzesznego postępowania homoseksualnego, jak również medyczna prawda na temat destrukcyjnego stylu życia pederastów i lesbijek, są marginalizowane. Piklingotn podkreśliła, że wraz z grupą kolegów i koleżanek terapeutów podjęła działania, zmierzające do zmiany świadomości społecznej w kwestii marginalizacji religii, oraz przeszkód napotykanych przez pederastów i lesbijki, chcących porzucić swoje skłonności i grzeszny tryb życia.  (Fronda.pl)


Dla odniesienia warto przytoczyć stanowisko Kościoła w sprawie osób homoseksualnych:


Co zatem powinna robić osoba homoseksualna, która usiłuje iść za Chrystusem? Zasadniczo osoby te są powołane do pełnienia woli Bożej w swoim życiu, łącząc z ofiarą krzyża Chrystusa wszelkie cierpienia i trudności, których mogą doświadczyć z powodu swojej sytuacji. Dla wierzącego krzyż jest owocną ofiarą, ponieważ z tej śmierci pochodzi życie i odkupienie. Nawet jeśli każde wezwanie do niesienia krzyża lub do takiego chrześcijańskiego rozumienia cierpienia stanie się prawdopodobnie przedmiotem szyderstwa, należałoby przypomnieć, że jest to droga zbawienia dla wszystkich, którzy idą za Chrystusem. (Z Listu do Biskupów Kościoła Katolickiego o Duszpasterstwie Osób Homoseksualnych)

Tyle już słów napisano na temat homoseksualizmu i wiary, a jednak powyższy fragment porusza. A ponadto nie pozostawia wątpliwości, że uleganie homoseksualizmowi jest po prostu przejawem rozpasania ludzkości, podobnie jak chciwość, nieumiarkowanie i pycha. To hedonistyczne parcie do natychmiastowego zaspokojenia własnych fanaberii, za wszelka cenę i bez oglądania się na normy moralne ani wpływ takich zachowań na otoczenie, to też w pewnym sensie egoizm. A przecież taka, a nie inna skłonność seksualna nie musi być przekleństwem. Może być krzyżem, a jako taki może też być drogą do zbawienia. O ile niesie się go zgodnie z wolą Boga.

I jeszcze jeden fragment z cytowanego Listu:

Jest godne ubolewania, że osoby homoseksualne były i są wciąż przedmiotem złośliwych określeń i aktów przemocy. Podobne zachowania zasługują na potępienie ze strony pasterzy Kościoła, gdziekolwiek miałyby one miejsce. Ujawniają one brak szacunku dla drugich, który godzi w podstawowe zasady, na których opiera się zdrowe współżycie społeczne. Godność każdej osoby powinna być zawsze szanowana w słowach, czynach i w prawodawstwie.


Tyle na temat tych osławionych klechów tępiących biednych gejów gdzie popadnie i nawołujących do nietolerancji.

wtorek, 13 marca 2012

A co ty tam wiesz, emigrancie?


Przypadła mi wczoraj w udziale wątpliwa przyjemność polemiki na pewnym forum. Mego adwersarza, człowieka o dużym zresztą intelekcie, szczególnie poruszył fakt, że pozwoliłem sobie na rozliczne komentarze na temat obecnych polskich „błędów i wypaczeń”. Dał mi on do zrozumienia, w zadziwiająco toporny i niewyszukany zresztą sposób, iż jako Polak żyjący w tej chwili na emigracji nie należy mi się prawo głosu w polskich sprawach. Początkowo ogarnęła mnie niepowstrzymana wesołość, jednak po chwili – niesmak. I zacząłem się zastanawiać skąd krytyka kogoś, kto na obcej ziemi uczciwie zarabia na chleb tylko dlatego , że sytuacja w kraju na tyle odbiega od normalności, iż warunkiem godnego dochodu staje się cwaniactwo, kumoterstwo oraz spora doza cynizmu? Istotnie czarna to wizja, ale prawdziwa. Oglądając film z Donaldem Tuskiem i pewnym hodowcą papryki (link w dziale „Ciekawostki”) wielu zadaje sobie pytanie, gdzie jest rząd, gdy „szarym ludziom” dzieje się źle. Proste! Potrzebne zasoby trwoni się na wątpliwego sensu inwestycje podbijające wprawdzie słupki popularności, np. stadiony lub zwyczajnie sprzeniewierza, jak choćby miliony złotych unijnych dopłat pompowanych w „dziwne” przedsięwzięcia. A przecież mogłoby być inaczej. Odrobinę mniej cynizmu i pazerności, a więcej pro-obywatelskiego myślenia z troską o innych. No i mniej złośliwości, bo komu ona potrzebna? Weźmy na przykład tragedię smoleńską, tyle ponoć razy już wałkowaną, której jednak ponurego sensu nie wszyscy pojmują, skoro wciąż panoszą się na forach krzywdzące, niesmaczne i durne dowcipasy w stylu „zimnego Lecha”, czy „krwawej Mary”. Przecież ta tragedia ma również, o ile nie przede wszystkim wymiar ludzki! Za nazwiskami ofiar kryją się twarze ludzi: synów, matek i ojców, za którymi się tęskni, których brakuje, którym tyle by się jeszcze chciało powiedzieć. A taki smutek i takie straty dotykają nie tylko rodzin ofiar smoleńskich. Dotykają one kiedyś wszystkich bez wyjątku, nawet tych cynicznych „kpiarzy”. I zanim zbuduje się krzyż z puszek po piwie, obsika znicz, czy po prostu powtórzy grubiański żart, dobrze o tym pomyśleć.

Aborcja to zabijanie człowieka. Zarodek, który jest, to nie jest człowiek? Dla mnie to jest człowiek od momentu zapłodnienia. Aborcja to morderstwo. Jeśli jakaś pani chce zamordować dziecko, to niech je urodzi i własnymi rękami zamorduje, tak uważam – powiedziała Danuta Wałęsa w "Poranku TOK FM".

Pani Danuto, z czasem i to może stać się postulatem. Propagatorzy eugeniki czynili nawet takie próby a entuzjastów nie brakuje i dziś.

Tusk szykuje się do opuszczenia Polski?

Z wielkim zaskoczeniem obejrzałem to przysłane mi na Twitterze zdjęcie:
http://t.co/nunAHytp

Wynika z niego niezbicie, że Donald Tusk podjął jakieś tajemnicze działania w hrabstwie Kent w Wielkiej Brytanii. Na razie za wcześnie na domysły co do charakteru tego przedsięwzięcia, pozostawiam je wyobraźni czytelnika.

poniedziałek, 12 marca 2012

Fronda.pl: Polscy buddyści biją w Wojciecha Cejrowskiego. O co poszło? TVN wyemitował program "Wojciech Cejrowski Boso" w piątek, 27 lutego. Cejrowski odwiedza w nim tajską świątynię. Podróżnik mówi w programie, o tym, że buddyzm to "religia bez boga, a więc w świątyni nie ma sensu się modlić, bo nie ma do kogo". Sugeruje także, że Dalajlama modli się codziennie do Lucyfera. A grupę turystów obchodzących dookoła świątynię nazywa "głupimi ludźmi". W sobotę Wojtek Cejrowski wydał facebookowe oświadczenie na buddyjskie ataki słowne.

Fronda.pl:


/
"Szanowni Państwo,


Do realizacji tego odcinka byłem przygotowany w sposób wyjątkowo staranny - spodziewając się takich protestów, jak Wasz.
Scenariusz napisali mi dwaj eksperci (obaj Tajlandczycy, obaj praktykujący wyznawcy buddyzmu): profesor uniwersytetu buddyjskiego w Tajlandii, który wykłada teologię buddyjską dla obcokrajowców oraz mnich buddyjski obecnie w świątyni, a wcześniej po studiach teologicznych z tytułem magistra.

Żadne stwierdzenie wypowiedziane przeze mnie do kamery (poza "głupie ludzie") nie pochodziło z mojej wyobraźni - całą wiedzę przekazaną w tym odcinku, uzgodniłem wcześniej z ekspertami. Nie jestem głupi - nie pakowałbym się w kłopoty. Od początku było jasne, że ten temat wywoła kontrowersje.

Mam kilkugodzinne nagranie wywiadu z ekspertami, w którym oni sami informują mnie, że w buddyzmie nie ma boga, że w buddyzmie czci się i oswaja demony, stosuje techniki okultystyczne, a chińskie wróżby wykłada w świątyni po to, by przyciągnąć prosty ludek.

Usłyszeli Państwo to wszystko z moich ust jako cytaty. Szokujące cytaty?

Ja sam byłem zdziwiony, choć przecież pojechałem tam przygotowany i wiedziałem już na przykład, że Dalajlama co dzień modli się do lucyfera - pana ciemności - o to, by ocalił wyznawców buddyzmu, a w zamian za to pochłonął innych, niewiernych, czyli nas.

Jedyna kwestia, która pochodziła bezpośrednio ode mnie, to słowa "głupie ludzie". Zostały wypowiedziane o katolikach (polska wycieczka za moimi plecami), a nie o buddystach. O katolikach, którym nie wolno (tak naucza Kościół) uczestniczyć w obcych obrzędach. Skomentowałem głupie zachowanie moich braci w wierze - mam do tego prawo, a nawet mam taki obowiązek, jako współwyznawca. Głupie ludzie skoro najpierw idą na pielgrzymkę do Częstochowy, a teraz dookoła stupy. Głupi, bo nie wiedzą co czynią, a zanim coś zrobią powinni poznać istotę obrzędu - do kogo się modlą i o co.

KU ROZWADZE:

1. Jestem rzymskim katolikiem. Gdy ktoś dokonuje wyboru jednej religii z wielu dostępnych, to takim aktem wyboru wyróżnia tę religię ponad inne - uznaje tę wybraną za lepszą od innych. Gdyby tak nie było, to zmieniłby wyznanie na inne, zgoda? Logika.

2. Nie zgadzam się z tezą, że religie są sobie równe. Nie są.
Najprawdopodobniej każdy z Państwa ma pewien osobisty ranking i pozycjonuje religie, ustawiając na przykład islam, w jego wojowniczym wydaniu, jako religię mniej cywilizowaną od religii chrześcijańskich, które są pokojowe i nie każą zabijać innowierców. Islam owszem - nakazuje zabijać niewiernych, czyli nas.

3. Jako rzymski katolik uważam, że moja religia jest jedyną drogą do zbawienia - wszystkie inne drogi są fałszywe. Tak uważam i w to wierzę. Nigdy tego nie ukrywałem, a nawet dość głośno o tym trąbię, więc nie przyjmę teraz usprawiedliwień, że ktoś nie wiedział, gdy włączał telewizor.

4.Mój program jest programem autorskim - w tytule napisano jak wół "Wojciech Cejrowski boso", a nie po prostu "Boso" - a to oznacza, że mamy do czynienia z dziełem subiektywnym.

W tym przypadku autor jest katolikiem i uważa, że nie ma zbawienia poza Chrystusem, religie nie są sobie równe, czyli nie są różnymi ścieżkami dojścia w to samo miejsce. Jeśli ktoś taki zrobił film o buddyzmie, to naiwnością byłoby oczekiwać, że film będzie obojętny ideologicznie. Ba, on dlatego jest ciekawy, że osobisty, a nie zimno-sprawozdawczy.

To tyle ku rozwadze, nie chcę zanudzać. Moim zdaniem warto mieć swoje poglądy, warto je publicznie wyrażać, nawet jeśli nie są politycznie poprawne.
 

www.facebook.com/Wojciech.Cejrowski "

 

 

niedziela, 11 marca 2012

Olejnik vs. Kaczyński

Właśnie wpadł mi w ręce link to wywiadu ze śp. prezydentem Kaczyńskim, w którym po raz pierwszy, o ile mi wiadomo, Monice Olejnik zabrakło argumentów. Polecam! Znakomite

Kropka nad i

PAP/EPA Około 6 tysięcy ludzi zebrało się dzisiaj po południu przed parlamentem w Budapeszcie na apel Ruchu Węgierskiej Solidarności. Domagają się większego wsparcia dla najuboższych, bardziej sprawiedliwego systemu podatkowego i zachowania bezpłatnych studiów. Peter Konya, lider Ruchu Węgierskiej Solidarności zrzeszającego związki zawodowe, organizacje pozarządowe i osoby prywatne, wzorowanego na polskiej Solidarności, powiedział na wiecu, że konieczne jest odsunięcie w wyborach parlamentarnych premiera Viktora Orbana. Uważa on, że szef rządu uosabia "kłamliwą, skorumpowaną autokrację".

RWS jest wzorowane nie tyle na całej polskiej Solidarności ile na znanej wszystkim frakcji, która tak a nie inaczej umeblowała nam kraj przy okrągłym stole i w Magdalence. Panie Konya, po co czekać do wyborów? Proszę obejrzeć sobie film "Nocna Zmiana" (link poniżej), TAK SIĘ TO ROBI!

Nocna Zmiana

GK / PAP W litewskim Sejmie został zarejestrowany projekt ustawy o legalizacji eutanazji, co wywołało dyskusję w litewskim społeczeństwie. Inicjator projektu dopuszczającego eutanazję, poseł partii liberalnej Andrius Burba, zwraca uwagę, że obecnie na Litwie dokonywanie jej jest zakazane, ale pacjenci mają prawo odmówić poddania się niektórym zabiegom czy procesowi leczenia. W jego ocenie obowiązujące przepisy "przyznają prawo pacjentowi do wcześniejszej śmierci, ale skazują go na ból i cierpienie". - Eutanazja natomiast daje prawo do godnej śmierci - twierdzi Burba. Projekt ustawy określa porządek i zasady przeprowadzanie eutanazji, mechanizmy jej kontroli. Na razie w dyskusji toczącej się głównie w mediach nikt nie wyraził otwartego poparcia dla legalizacji możliwości przyśpieszenia śmierci. Nawet partyjni koledzy posła Burby nie potrafią jednoznacznie określić, czy "eutanazja to dobro czy zło". Niektórzy uważają, że zmiana podejścia do eutanazji zależy od zmiany stosunku Kościoła do tego problemu. Obecnie Kościół kategorycznie sprzeciwia się eutanazji.

A więc "zmiana podejścia do eutanazji zależy od zmiany stosunku Kościoła do tego problemu". Znamienne, kiedy ludziom trudno zastosować się do normy moralnej należy zmienić normę i dopasować ją do swojego widzimisię. Przecież najważniejsze, aby żyło się łatwo, lekko i przyjemnie nie obciążając się zbędnymi wyrzutami sumienia.

KK / PAP Formalnie zaczęła działać kobieca sekcja Ruchu Palikota, czyli Ruch Kobiet. Jak powiedziała PAP w niedzielę sekretarz zarządu krajowego partii Anna Kubica, zajmie się ona m.in. działaniami na rzecz poprawy sytuacji kobiet w Polsce. "Dzisiaj odbyło się spotkanie robocze. Zostało wyłonione m.in. pięcioosobowe prezydium" - powiedziała PAP Kubica, która została rzeczniczką Ruchu Kobiet. Jak dodała, zaplanowana została też "pierwsza akcja", nie chciała jednak mówić na razie o szczegółach. Kobieca sekcja Ruchu Palikota jest inicjatywą Wandy Nowickiej. Ma m.in. organizować debaty, spotkania, szkolenia dla członkiń partii, ale też dla osób spoza jej kręgów.

Owa poprawa sytuacji kobiet w Polsce będzie oczywiście polegała na promocji seksu nastolatków, antykoncepcji i aborcji. Najwyższy czas aby do polskiego ciemnogrodu zawitało oświecenie :D

piątek, 9 marca 2012

Wikipedia:"W lutym 2009 Joanna Najfeld została oskarżona przez Wandę Nowicką o pomówienie na antenie TVN 24 o to, że Nowicka "znajduje się na liście płac przemysłu providerów aborcji i antykoncepcji"[13][14]. Posiedzenia pojednawcze były kilkakrotnie odraczane z powodu niestawienia się oskarżycielki[15] a rozprawy toczyły się za zamkniętymi drzwiami zgodnie z wolą domniemanej pokrzywdzonej i art. 359 kodeksu postępowania karnego[16][17]. Na 16. rozprawie, która odbyła się 12 września 2011, Joanna Najfeld została uniewinniona od zarzutu zniesławienia. Przebieg procesu, jak i uzasadnienie wyroku na wniosek Wandy Nowickiej pozostają tajne[18]. Według informacji ujawnionych przez gazetę Gość Niedzielny sąd uzasadnił swoją decyzję faktem, że kierowana przez Wandę Nowicką organizacja otrzymywała dotacje od międzynarodowego koncernu farmaceutycznego produkującego środki antykoncepcyjne oraz od międzynarodowej organizacji pozarządowej zajmującej się produkcją i dystrybucją przyrządów przeznaczonych między innymi do wykonywania zabiegów przerywania ciąży[19]."

Zastanawiam się czy wniosek o utajnienie Nowicka złożyła po uniewinnieniu pozwanej czy przed procesem? :) Zapewne ujawnienie uzasadnienia wyroku zagrażałoby "bezpieczeństwu narodowemu" :)

Barack Obama zadzwonił w piątek do Władimira Putina w związku z jego wygraną w niedzielnych wyborach prezydenckich w Rosji - ogłosił rzecznik Białego Domu Josh Earnest. (...) Przedstawiciele administracji twierdzą, że USA muszą współpracować z każdym władcą Rosji. To prawda. Nawet jednak w kategoriach realpolitik, faworyzowanych przez Biały Dom, okazana w tym tygodniu nadgorliwość w zacieśnieniu współpracy nie wydaje się pomagać amerykańskim interesom - napisał w komentarzu redakcyjnym w czwartek "Wall Street Journal". - Putin uzyskuje koncesje polityczne i błogosławieństwo USA, o które zabiega, by legitymizować swoją formę demokracji.

Trochę zaraźliwa ta nadgorliwość, prawda? Czyli to czołobitne wiernopoddaństwo widoczne w Polsce jednak nie jest odosobnionym przypadkiem. Przykład idzie z góry?

Polska hamuje cały kontynent, najwyższy czas wymyśleć nowy system, by Polska przestała dyktować warunki polityki klimatycznej UE - tak organizacje ekologiczne, Greenpeace i WWF, komentują piątkowe weto Polski ws. większych ambicji UE w redukcji CO2. Polska zawetowała w piątek wnioski posiedzenia ministrów środowiska państw UE ws. tzw. kroków milowych na drodze do redukcji CO2 w UE do 2050 r.

No proszę, ciekawe co na to Donek? Czy to nie psuje idyllicznej wizji Polski - "naszej Irlandii". A z drugiej strony, czy to jest na prawdę najpoważniejszy z problemów? Proszę o komentarze!

czwartek, 8 marca 2012

Poziom dyskusji politycznej

Właśnie nieopatrznie odwiedziłem onet.pl i forum na temat katastrofy smoleńskiej. Poraziła mnie nie tyle niewiedza większości obrońców jedynej słusznej koncepcji, ile poziom dyskursu. Forum roi się od wulgaryzmów i agresywnych epitetów, choć powinno być przecież kontrolowane przez moderatorów. Ale to ta sama grupa co tvn, więc co tu się dziwić. Ale nagle jak błyskawica poraziło mnie podejrzenie: a może te urągliwe komentarze pod adresem np śp Lecha Kaczyńskiego wyrazem prowokacji samego PiS? Może przekraczając wszelkie granice dobrego smaku i promując chamstwo sympatycy tej partii chcą obrzydzić ludziom PO? Nie, szalona myśl! Oby tylko nie podchwycił tego Pan Adam z GW! (Pomijam nazwisko i tytuł gazety ze strachu przed procesem) Może lepiej usunąć ten post? ;)

Życzę wszystkim kobietom, byśmy miały dobre prawo i dobrą politykę i by problem dyskryminacji ze względu na płeć przestał istnieć w Polsce – powiedziała na antenie TVP Info Wanda Nowicka, wicemarszałkini Sejmu, składając życzenia z okazji dzisiejszego Dnia Kobiet.

Pani Marszałkini nie widzi dyskryminacji w Dniu Kobiet? Lubi dostawać kwiaty! To może by je złożyć pod tym pomnikiem?


W końcu w skrobance nie ma ani krztyny dyskryminacji, prawda?

Prezydent Bronisław Komorowski pogratulował Władimirowi Putinowi zwycięstwa w wyborach prezydenckich. Obaj politycy odbyli rozmowę przez telefon. Prezydent podkreślił, że Polska i Rosja w ostatnich latach potrafiły nawiązać dialog, który służy rozwiązywaniu spraw trudnych i budowaniu współpracy dwustronnej.

Jakże to znamienne dla Bronka! Ta obustronna współpraca i dialog to chyba między innymi niszczenie wraku Tupolewa, ignorowanie nieśmiałych próśb polskich o wydanie czarnych skrzynek i "podmianka" polskiego pomnika. A te tysiące protestujące przeciwko fałszowaniu wyborów? To przecież nie problem, polskie media na czele z Tusk Vision Network fałszują codziennie. A jak wiadomo każde kłamstwo powtarzane odpowiednio długo przyjmuje status prawdy. Chciałoby się powiedzieć: co z tą Polską? Ale strach!