W odpowiedzi na wpis "Dziwny kraj z tej Polski. Na nic nie ma, ale na święte krowy w sutannach zawsze się znajdzie"
AnonimowyMar 15, 2012 10:57 PM
Ale
proszę Cię, nie porównuj polityki do kościoła, pomimo że zgadzam się z
Tobą w kwestii tego że te diety są skandalicznie wysokie jak na Polskie
warunki to kościół nie jest (jeszcze na szczęście) instytucją państwową
albo (o zgrozo) pożytku publicznego, więc wyciąganie łap po publiczne
pieniądze jest co najmniej skandaliczne.Tym bardziej że w Polsce dość
szybko spada liczba osób deklarujących się jako katolicy, a spora część z
tych którzy w kościelnych aktach występują jako "owieczki" już dawno
nie identyfikuje się z tą instytucją,a to że nadal powiększają
statystyki jest efektem tylko i wyłącznie tego że nie chce im się udać
do parafii i załatwić apostazji."oddajcie Bogu co boskie a cesarzowi co
cesarskie" mówi Ci coś ten cytat?Poza tym czy nie było by fair gdyby
utrzymywał się ze składek wiernych?które tak i tak są pobierane na
każdej mszy?Wtedy ja, i zapewniam cię że grube masy ludzi mi podobnych
nie mieli byśmy absolutnie żadnych zastrzeżeń do kwestii jego
finansowania.Parafrazując- po przeczytaniu kilku wpisów na tym blogu
stwierdzam że jednak jesteś lemingiem.Tylko idziesz inną ścieżką.Tą z
krzyżem na czele.
Dziękuję
za obszerny komentarz drogi czytelniku. Pozwól, że odpowiem Ci
jednakże w mniej kwiecistym, a bardziej rzeczowym stylu, bez zbędnego
zacietrzewienia.
Po pierwsze - Kościół nigdy nie aspirował do miana instytucji państwowej, Twoje obawy w tej kwestii są więc niepotrzebne. Jeśli chodzi jednak o "instytucję pożytku publicznego", to można by polemizować, ze względu na działalność charytatywną, oświatową i pro-rodzinną, jaką Kościół niewątpliwie prowadzi.
Po drugie - historia nauczyła nas, że liczba osób "deklarujących się jako katolicy" nijak się ma do prawdziwych przekonań ludzi; tak było przed 1989 rokiem, kiedy funkcjonowało dobrze znane określenie "wierzący, niepraktykujący". Ludzie małej wiary lub odwagi nie chcą bowiem "płynąć po prąd", bo to niestety często przeszkadza w karierze, awansie społecznym lub prowokuje ostracyzm. Stąd statystyki są tu jedynie pustymi liczbami.
Po trzecie - polecam powtórkę z historii prawa, a konkretnie art. 8 ustawy z 20 marca 1950 roku o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego. Była to rekompensata za zagrabienie przez państwo 89 tyś hektarów gruntów, należących przed wojną do Kościoła, a do jego celów należały m. in. remonty obiektów sakralnych, działalność charytatywno-opiekuńcza, działalność oświatowo wychowawcza i opłacanie składek ZUS osób duchownych. Zaś wrzawa, która wybuchła ostatnio, spowodowana jest projektem rządowym likwidacji FK i zastąpienia go możliwością odpisu 0,3% z podatku dochodowego osób fizycznych. Dodam, że w innych krajach europejskich, takich jak np Niemcy (lider europejskiej laicyzacji), kwota tego odpisu waha się od 0.7% do 1%.
Po czwarte - dostrzegam pewien brak logiki w twojej wypowiedzi. Jeżeli, jak twierdzisz, ilość wiernych katolickich w Polsce tak znacząco spada, to jak Twoim zdaniem Kościół miałby się utrzymywać ze składek wiernych, choćby aby dokonywać koniecznych remontów obiektów sakralnych, prowadzić działalność oświatowo-wychowawczą i charytatywno-opiekuńczą?
Serdecznie pozdrawiam i życzę dalszej, bacznej lektury bloga :)
Po pierwsze - Kościół nigdy nie aspirował do miana instytucji państwowej, Twoje obawy w tej kwestii są więc niepotrzebne. Jeśli chodzi jednak o "instytucję pożytku publicznego", to można by polemizować, ze względu na działalność charytatywną, oświatową i pro-rodzinną, jaką Kościół niewątpliwie prowadzi.
Po drugie - historia nauczyła nas, że liczba osób "deklarujących się jako katolicy" nijak się ma do prawdziwych przekonań ludzi; tak było przed 1989 rokiem, kiedy funkcjonowało dobrze znane określenie "wierzący, niepraktykujący". Ludzie małej wiary lub odwagi nie chcą bowiem "płynąć po prąd", bo to niestety często przeszkadza w karierze, awansie społecznym lub prowokuje ostracyzm. Stąd statystyki są tu jedynie pustymi liczbami.
Po trzecie - polecam powtórkę z historii prawa, a konkretnie art. 8 ustawy z 20 marca 1950 roku o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego. Była to rekompensata za zagrabienie przez państwo 89 tyś hektarów gruntów, należących przed wojną do Kościoła, a do jego celów należały m. in. remonty obiektów sakralnych, działalność charytatywno-opiekuńcza, działalność oświatowo wychowawcza i opłacanie składek ZUS osób duchownych. Zaś wrzawa, która wybuchła ostatnio, spowodowana jest projektem rządowym likwidacji FK i zastąpienia go możliwością odpisu 0,3% z podatku dochodowego osób fizycznych. Dodam, że w innych krajach europejskich, takich jak np Niemcy (lider europejskiej laicyzacji), kwota tego odpisu waha się od 0.7% do 1%.
Po czwarte - dostrzegam pewien brak logiki w twojej wypowiedzi. Jeżeli, jak twierdzisz, ilość wiernych katolickich w Polsce tak znacząco spada, to jak Twoim zdaniem Kościół miałby się utrzymywać ze składek wiernych, choćby aby dokonywać koniecznych remontów obiektów sakralnych, prowadzić działalność oświatowo-wychowawczą i charytatywno-opiekuńczą?
Serdecznie pozdrawiam i życzę dalszej, bacznej lektury bloga :)
Może ja odpowiem na pytanie dotyczące sprawy finansowania tzw. działalności oświatowej kościoła katolickiego. Szanowna czarna stonka ma tyle obiektów, które może wynająć komercyjnie, że nie powinno być kłopotów pieniężnych. Nie wspomnę o latyfundiach, które instytucja zwana kościołem katolickim otrzymała jako rekompensatę za to co, podobno, komuniści, zabrali. I jest to znacznie więcej niż 85 tys. ha wspomniane w wielu publikacjach.
OdpowiedzUsuń"tzw" , "czarna stonka", "podobno zabrali" - poziom wypowiedzi wskazuje, że kolega/koleżanka trafił tu zapewne z blogu pani Senyszyn? Proponuje użyć klawisza "wstecz", tu dyskusji na podobnym poziomie nie podejmuje się.
OdpowiedzUsuńKrzyk się pewnie podniesie, ale mam wrażenie, że w Polsce (wzorem państw zachodnich, chociaż tam nie jest to takie drapieżne) zaczyna się coś odwrotnego do inkwizycji w potocznym rozumieniu. Możliwe, że to moda, może wpływ mediów i niektórych polityków, ale odbywa się polowanie na wierzących. Jeszcze dyskretne,przeciw instytucji kościoła, jeszcze chodzi o konkordat a nie o ludzi, ale wszystko idzie w tym kierunku. Dziś w Polsce jak ktoś nie popiera Tuska lub Palikota, tylko prawą stronę sceny, to wariat albo nawiedzony. Ciekawe, że zjawisko to jest bardziej widoczne w środowiskach ludzi wykształconych. Czyżby byli bardziej nastawieni na działanie w kierunku dołączenia do społeczeństw zachodnich? Na to niestety wygląda. "Niemodny" jest patriotyzm, wiara, tradycja, rodzina, własna historia. Więc co zostaje? Mamona, swoboda obyczajów, kariera... Szkoda tych ponad tysiąca lat, ofiar w walce o odrębność narodową, o własną tożsamość.
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz. Jak widać nie jestem na szczęście osamotniony w swoich poglądach :)
OdpowiedzUsuń