Obraz, liczy się tylko obraz. Kiedy Maryśka gotuje w kuchni mleko, a
Bronek ją woła do pokoju i krzyczy: – Dawaj no szybko, zobacz, złapali
terrorystę! ..... To
ona biegnie
do pokoju jak na złamanie karku, wbija wzrok w obraz, a tam jakieś
potworne kształty kabli, końcówek, zaczepek, dziurkaczy, jednym słowem
coś, co przeraża, budzi grozę. A kiedy jeszcze za chwilę widzi, jak
tumany kurzu wzbijają się
w
powietrze, niczym w najlepszym radzieckim filmie wojennym, a potem widać
potężny lej, w którym można byłoby zmieścić cały dom Maryśki, to ona
chce Tuska, ona go pragnie jeszcze mocniej niż wczoraj, ona oficerom ABW
nieba by uchyliła, zupy im nagotowała i nawet strudzone nogi po północy
by im obmyła, byle tylko było spokojnie, spokojnie, bo przecież tyle
czasu czekała na to, żeby było spokojnie. Tak jak koło jej domu, gdzie i
kura sąsiadów uśmiechnie się do niej i Krysia, co też głosuje na PO,
zajrzy po południu i podyskutuje z nią o najnowszym wydaniu „Gazety
Wyborczej”. Nikogo nie obchodzą już słowa. Bronek rzuca do Maryśki,
że
to jakiś nacjonalista i antysemita. A Maryśka jeszcze widzi stare
skarpety Brunona, którymi miał dusić oficerów i wie przecież już ze
swojej gazety, że to w takim razie ktoś od tych ze Smoleńska. Szukają
zemsty, odwetu, ach biedni frustraci. Gdzieś tam Maryśce krążą po głowie
słowa z wywiadu Adama Michnika, o tym, że jest ta
Polska wykluczonych,
a w tej Polsce, to ona już najlepiej sama wie, kto mieszka.
czytaj więcej