Jak bowiem inaczej
wytłumaczyć, że premier, który wie o możliwości zamachu, który może
nastąpić w wyniku odwetu za aresztowanie jednego z uczestników grupy
terrorystów, zleca zwiększenie ochrony prezydenta i oficjalnych
uroczystości, a sam decyduje się na kontrowersyjną nieobecność w czasie
jednego z dwóch najważniejszych świat państwowych? Ponoć tego dnia
zostali zmobilizowani prawie wszyscy funkcjonariusze BOR, a na trasie
przemarszu prezydenckiego pochodu zaspawano studzienki kanalizacyjne. Z
możliwością aktu terroru chyba rzeczywiście się liczono...
Z tych działań
wyłania się przerażający obraz: premier, który wie o możliwości zamachu
ucieka na wszelki wypadek z kraju, prezydent co prawda wie o zamachu,
ale z dobrą mina rusza w pochodzie, zapewne licząc na wzmocnioną ochronę
i zapewne radując się, że przynajmniej premierowi nic nie zagraża..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz